Normandia ma smak sera

Już giganci światowej literatury dowodzili, jak łatwo można przemieszczać się w czasie i przestrzeni, dzięki smakowym reminiscencjom. Czasem wystarczy, dawno niby zapomniany, smak magdalenki, a już bohater powieści wspomina ciocię Leonię. Niedawno mogliśmy się przekonać, że taka pamięć smakowa działa nie tylko w przypadku znanych postaci z powieści Marcela Prousta, ale także w przypadku takich szarych myszek, jak my. A wszystko to dzięki kawałkowi, a właściwie kilku kawałkom, Camembert Le Rustique, które nieoczekiwanie dostaliśmy w prezencie.

Już za pierwszym kęsem przed oczami stanęły nam wspomnienia z normandzkich idyllicznych łąk, lekko falujących uprawnych pól, sadów i gospodarstw, z których każde twierdzi, że wytwarza najlepsze sery i jabłka na świecie. Co do jabłek, pozwalamy sobie zachować zdanie odrębne, ale w kwestii serów mieszkańcy Normandii z pewnością mogą poszczyć się kompetencją nie byle jaką. Tam właśnie mieliśmy okazję popróbować najrozmaitszych lokalnych serów, które zresztą nazwy swe biorą właśnie od tamtejszych miejscowości. A więc co i rusz w ustach rozpływał nam się miękki i pikantny Livarot, podczas deserów towarzyszył nam jeden z najstarszych serów Europy, Pont l'Eveque, ale naszym absolutnym faworytem był Camembert Le Rustique, o zdecydowanym smaku, mile kręcącym w nosie zapachu i rozkosznie kremowej konsystencji, który daje się spłukiwać kieliszkiem Beaujolais.

Po pierwszej degustacji, z kieliszkiem wina właśnie, postanowiliśmy resztę naszego sera przyrządzić w sposób nieco bardziej wyrafinowany, więc zapiekliśmy go w koszyczku z ciasta tymiankowo-miodowego i podaliśmy z własnej roboty żurawiną. Kiedy tak sobie zapiekaliśmy nasz ser, racząc się dobiegającym z piekarnika zapachem oraz kieliszkiem, tym razem, chilijskiego Pinot Noir, przed oczami przebiegały nam obrazy katedry w Rouen, opactwa świętego Michała, zamku Ryszarda Lwie Serca oraz ogrodów Giverny, prawie tak pięknych, jak na obrazach Moneta. Kiedy jednak ser się upiekł i nieco przestygł, oddaliśmy się już wyłącznie doznaniom smakowym, wspominając nasze kulinarne ekstrawagancje w pięknej i smakowitej Normandii.
Składniki:

- 1 ser Camembert 250 g (polecamy intensywny w smaku Le Rustique)
- 20 g świeżych drożdży
- 150 g mąki
- 2 łyżki oliwy
- 1/2 łyżki cukru trzcinowego
- 1 łyżka miodu (zastosowaliśmy miód spadziowy)
- 1 łyżeczka suszonego tymianku
- garść orzechów pinii
- 1 jajko
- odrobina soli

Przygotowanie:

Najpierw budzimy drożdże w kąpieli ciepłej wody z cukrem (wody ok. 1/3 szklanki, 1/2 łyżki cukru, do tego odrobina mąki). Do obudzonych drożdży dodajemy mąkę, tymianek, rozpuszczony miód oraz 2 łyżki oliwy. Dokładnie wyrabiamy ciasto do takiej konsystencji, aby sprężyście odchodziło od ręki. Na koniec odstawiamy ciasto w misce, przykryte szmatką w ciepłym miejscu na ok. 1 godz. i 30 min., aby wyrosło.

Ciasto rozwałkowujemy na placek i wykładamy nim posmarowane masłem żaroodporne naczynko, którego średnica powinna być mniej więcej 3-4 cm większa niż średnica krążka sera. Spód ciasta delikatnie solimy, posypujemy orzechami pinii i kładziemy na nich ser w całości. Ser i brzegi ciasta wystające po bokach smarujemy przy pomocy pędzelka roztrzepanym jajkiem.

Naczynko z ciastem i serem władamy do piekarnika rozgrzanego do ok. 180 stopni i pieczemy przez ok. 30 min. aż ciasto nabierze pięknego, złotego koloru. Na kilka minut przed wyjęciem posypujemy ser resztą orzeszków pinii, żeby miały szansę również się trochę podpiec. Podajemy wyjęte z naczynka – jako danie główne lub przystawkę, na ciepło lub na zimno z żurawiną lub konfiturą z cebuli.
Trwa ładowanie komentarzy...